Over the Hill, Part Two Hundred And Ten; Malta ma dużo neolitycznych świątyń. Dużo.

Dzień znów zaczął się wcześnie, ponieważ nie wiedzieliśmy, jak długo potrwa wszystko na naszej liście, a tam jest sporo rzeczy. Więc po szybkim śniadaniu wskoczyliśmy do samochodu i ruszyliśmy na południe Malty, docierając do Ghar Dalam tuż po dziesiątej. Podróż trwała tylko dwadzieścia minut i wciąż jestem zdumiony tym, jak szybko możesz podróżować z jednego końca Malty na drugi. Ruch nie jest taki zły, sterowniki nie są aż tak szalone, a chociaż parkowanie jest rzadkie, nadal łatwo jest znaleźć, jeśli planujesz prawidłowo. Fakt, że właśnie przybyliśmy z Sycylii prawdopodobnie ma coś wspólnego z upodobaniem do maltańskich dróg, ponieważ włoskie drogi są o wiele gorsze! Ghar Dalam miał własny mały parking, a po zebraniu naszych rzeczy weszliśmy do środka i zeskanowaliśmy nasze bilety na Heritage Malta. Ghar Dalam to jaskinia, która niegdyś była domem dla neolitycznych ludzi, ale była także miejscem, gdzie spoczywały szczątki wielu zwierząt, co dawało imponujący zapis kopalny.

Zaczęliśmy od małego muzeum, które mówi głównie o szczątkach zwierząt, które znaleziono w jaskini. Pewnego razu, w epoce lodowcowej, istniał most lądowy, który łączył Maltę z Sycylią, i przez ten most natknęło się na wiele różnych zwierząt, aby je zamieszkać, w tym wilki, lisy, słonie i hipopotamy. Tak, to prawda, powiedziałem hipopotamy. Z czasem słonie i hipopotamy zmniejszyły się, zwłaszcza gdy pomost lądowy zniknął, a wyspa ponownie się odizolowała, zanim w końcu całkowicie zniknęła. Teraz nie pozostało nic poza ich kościami; głównie zęby, ale na tyle, by sugerować, że odnieśli tu sukces. Mówił także o tym, jak jaskinie powstały z czasem i jakiego rodzaju skale je tworzą; wapień głównie.

Stamtąd poszliśmy do samej jaskini, która była nieco rozczarowana. Nie jest to bardzo długa jaskinia i można tylko iść w połowie drogi, ponieważ tylna połowa jest zamknięta, aby chronić domek letniskowy, który znajduje się tylko w dwóch miejscach na ziemi (co jest wystarczające). Nie ma na co patrzeć, a nic nie wyjaśnia, co sprawia, że ​​jaskinia jest tak ważna, oprócz kilku znaków, które próbują wskazać różne warstwy skalne. To tylko… tam. Nie trzeba było długo sprawdzać, a potem postanowiliśmy udać się w dół i sprawdzić coś, co facet z biletem zasugerował.

Nazywano ją świątynią Borg in-Nadur i jest pozostałością świątyni, która stała tu ponad cztery tysiące lat temu. Aby się tam dostać, musieliśmy przejść dziesięć minut w dół drogi, a następnie w górę niewielkiego wzgórza, aby dotrzeć do padoku, na którym była tylko jedna kobieta, która nie mówiła dobrze po angielsku. Dała nam małą kartkę papieru z informacjami na temat strony, a potem chodziliśmy dookoła. Nie ma wiele do zobaczenia; większość ruin świątyni to tylko kawałki skały na ziemi, ale w arkuszu informacyjnym najlepiej jest spróbować przedstawić ci jakąś perspektywę. Znajduje się w nim wejście, obecnie prawie w ogóle nie ma, i można wędrować po „wnętrzu” świątyni i obejrzeć kamienne płyty, których użyli z obu stron. Tak więc, choć była to krótka podróż, była również dość interesująca i zdecydowanie warta podróży.

Wracając do samochodu, ruszyliśmy do następnego celu, zatrzymując się tylko raz, aby zrobić zdjęcia słynnej Błękitnej Groty (systemu jaskiń dostępnego tylko łodzią, słynącego z intensywnej niebieskiej wody), który był widoczny tuż pod nami, wykonany dla całkiem oszałamiającego widoku. Stamtąd poszliśmy za róg i znaleźliśmy się w Parku Archeologicznym Hagar Qim. Mieści się w nim pozostałości dwóch świątyń, ale zanim tam poszliśmy, odwiedziliśmy ich małe muzeum, które mówi o tym, do czego mogły służyć świątynie i jaką funkcję pełnią dla społeczności. Jest wysoce prawdopodobne, że miało to uroczyste funkcje związane z przesileniem, zarówno latem, jak i zimą, co jest podobne do Bru Na Boinne, które odwiedziliśmy w Irlandii. Następnie przeszliśmy do filmu „4D”, który był w zasadzie filmem 3D, który jest trochę przestarzały (powstał w 2009 r.), Ale opowiada o tym, jak świątynie zostały zbudowane ponad sześć tysięcy lat temu, zanim zostały opuszczone i popadnięcie w ruinę. Były pokryte piaskiem i brudem, a odkryto je dopiero w XIX wieku.

Po obejrzeniu filmu, który zakończyliśmy muzeum, które zawierało wiele przydatnych informacji, w tym fajne małe wideo, w którym archeolog demonstruje, jak neolityczni ludzie robili wzory i dekoracje na swojej ceramice. Stamtąd najpierw udaliśmy się do świątyń Hagar Qim, które są pokryte olbrzymim żaglem, aby chronić je przed żywiołami. Po spacerze po głównym obszarze świątyni (są też obszary satelitarne, które są mniej wykopane), byliśmy w stanie wejść do centrum, widząc dziurę, przez którą przechodzi słońce w letnie przesilenie i absydy (w zasadzie małe pokój), w którym odbyłyby się ceremonie religijne. Masywne kamienne płyty otaczały zewnętrzną powierzchnię, tworząc ścianę, podczas gdy poziome płyty tworzyły drzwi i ławki. Zasadniczo ci neolityczni ludzie wzięli duże płyty, które znaleźli wokół wyspy, zmodyfikowali je zgodnie z ich przeznaczeniem, a następnie przenieśli je na to miejsce, używając ich do budowy świątyni. Spacerowanie i odkrywanie niewiarygodnego wyczynu, który ci ludzie odeszli tak dawno temu, było fascynujące, by stworzyć tę wspaniałą i epicką strukturę.

Po skończeniu w Hagar Qim poszliśmy dalej na brzeg, aż dotarliśmy do Świątyni Mnajdra, w której znajduje się także szereg świątyń. Chociaż techniki konstrukcyjne są podobne, tutaj są nieco bardziej wyrafinowane, z większą ilością kompozycji obecnych w skałach i gładszym wykończeniem ścian. Jedna ze świątyń jest ustawiona nieco wyżej niż pozostałe, i podobnie jak Hagar Qim jest wypełniona absydami, które prawdopodobnie wypełniają religijną funkcję. Nikt nie wie, do czego służą świątynie, ale nie można zaprzeczyć, że są fascynującym miejscem do odwiedzenia, a ja wiele się dowiedziałem o kulturze, która żyła tu tak dawno temu. Po skończeniu w świątyniach wróciliśmy do centrum dla zwiedzających, a następnie zjedliśmy lunch w restauracji naprzeciwko. Mieliśmy makaron z królikiem i sosem pomidorowym i żeberka wieprzowe, które były całkiem miłe. Jedzenie było nie tylko dobre, ale porcje były ogromne, więc byliśmy absolutnie nadziewani, kiedy wychodziliśmy. Oczywiście było jeszcze miejsce na lody, więc poszliśmy do furgonetki z przodu i dostaliśmy lody o smaku Kit Kat, a jeden był smakiem sernika malinowego i zjadłem go na zewnątrz samochodu. Były całkiem smaczne, zwłaszcza lody Kit Kat, które miały małe czekoladowe kulki biszkoptu ukryte w lodach.

Była dopiero trzecia po południu, więc zdecydowaliśmy się dopasować coś z harmonogramu jutra, a najbliższą (i najłatwiejszą) rzeczą do zrobienia były koleiny Clapham Junction Cart, które są serią torów w skałę. Nikt nie wie dokładnie, kto lub dlaczego został wyrzeźbiony w skale, ale przeważająca teoria mówi, że były one spowodowane przez drewniane wozy ciągnące się po tych samych torach w kółko, powoli jedzące w skale. Czas, który upłynął, jest poważną debatą i waha się od 2000 rpne do 700 rpne, ale tak naprawdę nikt nie wie tego na pewno. Wyruszyliśmy więc, by zobaczyć te intrygujące artefakty z historii, które według Google były tylko piętnaście minut jazdy samochodem. Po drodze znaleźliśmy drogę, którą mieliśmy zejść, i była to nieutwardzona, jednokierunkowa ulica! Kontynuowaliśmy więc, starając się znaleźć inną drogę. Po zatrzymaniu Alex spojrzał na telefon i znalazł kilka wskazówek na stronie internetowej, ponieważ Google okazał się bezużyteczny, ponieważ próbował nas zabrać na zamknięte drogi. Nawet podążając za tymi wskazówkami, staraliśmy się go znaleźć, ponieważ region, w którym się znajduje, to absolutny labirynt królików z małymi drogami i alejkami. Przeszliśmy przez to samo miasto trzy razy, zanim w końcu znaleźliśmy właściwą drogę, i wreszcie odkryliśmy, dlaczego tak trudno ją zlokalizować. Cała droga przecinająca koleiny wozu została zerwana i zaczęła się odradzać. W konsekwencji był otwarty tylko dla ruchu mieszkaniowego, co oznacza, że ​​musieliśmy zaparkować samochód w pobliżu i iść pieszo.

Znaleźliśmy znak i skręciliśmy w prawo na skaliste łąki, które prowadziły do ​​kamieniołomu, nie mając pojęcia, jak znajdziemy te koleiny wozów, które wydawały się nie mieć nikogo, kto się nimi opiekuje lub chroni. Po wielu poszukiwaniach znaleźliśmy ich w pobliżu początku kamieniołomu, z boku, bez śladów, że tam są; po prostu seria utworów w skale, całkowicie nieoznakowana, bez niczego, co powiedziałoby ci o wielkim znaczeniu, którego byłeś świadkiem. Światło powoli zanikało, gdy zachodziło słońce, więc szybko zrobiliśmy kilka zdjęć, śledząc ślady. Niektóre z nich były dość słabe, ale inne były wyraźne, przecinające się nawzajem tak samo, jak przecinały skałę. Były zagadkową zagadką, ale przynajmniej je znaleźliśmy! Na dodatek obszar jest dość wysoko, więc mieliśmy niesamowity widok na większość Malty, rozłożoną tuż pod nami. To był świetny sposób na zakończenie dnia i choć byłoby miło, gdybyśmy go znaleźli wcześniej, nie ma to jak niesamowity widok, gdy słońce zachodzi, by zakończyć dzień zwiedzania.

Wychodząc znaleźliśmy właściwą drogę, którą powinniśmy podążać, ale bez żadnych oznakowań (a Google nie miał pojęcia) byłoby to igłą w stogu siana, aby znaleźć właściwą drogę za pierwszym razem. Po szybkiej jeździe do domu, unikając większości strasznego ruchu w godzinach szczytu na Malcie, resztę nocy spędziliśmy odpoczywając i nadrabiając zaległości w pracy, podczas gdy Alex przygotował pyszny risotto z kurczaka, grzybów i chorizo ​​na kolację. W świetle dzisiejszego dnia zmieniliśmy nasz dzień na jutro i udaliśmy się do miasta Mdina, rodzinnego domu Malty.