Szlak Inków Mniej podróżowany

Około pięćset lat temu Machu Picchu było żywym miastem, zamieszkałym przez Inków, którzy utrzymywali się, uprawiając zawrotne tarasy, które wykroili ze zbocza góry, i wielbiąc bogów góry i słońca.

Po tym, jak amerykański archeolog Hiram Bingham natknął się na „Zaginione Miasto” w 1911 roku, jedna z wielu dróg, którymi Inca łączyła się z innymi miejscami Inków, stopniowo stała się jedną z największych na świecie wędrówek dla odpornych i nieustraszonych. Podąża stromymi konturami Andów, mija wiele fortów i ruin Inków i oferuje spektakularne widoki ośnieżonych gór i żyznych dolin, których kulminacją jest jedno z najbardziej dramatycznych zabytków na świecie.

Dzisiaj jednak osoby odporne i nieustraszone zapewne odczują nieco mniejszą satysfakcję po przybyciu na miejsce, gdy powitają ich tysiące turystów, którzy przybyli nonszalancko autobusem lub pociągiem z Cusco na ten dzień. Następnie trekker, szczupły i opalony po wysiłku, odkrywa quasi-mityczne ruiny wraz z hordami gości dzierżących smartfony robiąc selfie z lamami.

A może gorzej. W 2014 r., Kiedy Machu Picchu znalazł się na szczycie listy światowych miejsc podróży Travel Advisor, peruwiański rząd gniewnie ograniczał się do nagich turystów pozujących do zdjęć na Facebooku. Jedna para została nagrana na wideo przez główny plac, między Intihuatana i Świętą Skałą.

Podczas gdy Machu Picchu zbliża się lub osiągnął nadmierną eksploatację, tak samo prowadzi Szlak Inków. Do tego stopnia, że ​​rząd peruwiański wymaga od trekkingów wynajęcia przewodnika i zakupu zezwolenia, które jest ograniczone do 500 dziennie (nie wydaje się to bardzo ograniczone, co wskazuje na to, jak zatłoczony może być szlak). Przewodniki są kosztowne, wielu operatorów pobiera opłatę na północ od 1000 USD za osobę, a jeśli wybierzesz oferenta, który zaoferuje najniższą cenę, zobaczysz jakość sprzętu i żywności.

Hiram Bingham może być zadowolony, że jego odkrycie jest doceniane przez tak wielu ludzi. Jest nawet luksusowy pociąg „Hiram Bingham” z Cusco, który serwuje wyśmienite posiłki, zapewnia rozrywkę i kosztuje około 800 USD w obie strony. Miasto zamieniło Cusco, stolicę prowincji, w główny regionalny ośrodek i mekkę turystyczną, która każdego roku przyciąga tysiące ludzi z całego świata.

Jednak Bingham może również wzdychać z tęsknotą za utratą tajemniczości, która towarzyszy takiej popularności, a bardziej praktycznie, może również zmarszczyć brwi na myśl, że tak wiele dolarów turystycznych trafi do kieszeni peruwiańskiej elity i zagranicznych korporacji, takich jak Hyatt i Sheraton, a nie miejscowi i rdzenni mieszkańcy, którzy potrzebują ich pilniej, a których przodkowie, w pokoleniu prowadzącym do ich bliskiego wyniszczenia przez Hiszpanów, zbudowali miejsce, z którego korzystają cudzoziemcy i elity.

Innymi słowy, szlak Inków jest zagrożony. Nie pozwala już na magię, którą kiedyś oferował. Niezależnie od napływu bogactwa do regionu, dane Banku Światowego podają, że około 25% Peruwiańczyków osiąga krajowy poziom ubóstwa, a kraj ma średni roczny dochód około 6000 USD. Portierzy Inca Trail mieszczą się w tym 25% i należą do najuboższych na świecie, pracując dla orzeszków ziemnych. Niektóre stroje trekkingowe są bez wątpienia lepsze niż inne, ale Szlak ma zły rap z tego powodu, że pozwala ludziom tragarze (muły, osły i konie są niedozwolone ze względów ekologicznych, ponieważ są na innych długodystansowych szlakach w Peru) .

Wszystko to powinno sprawić, że trekkery zaczną się trochę wiercić, gdy zapinają pajęczynę z paskami chapstika i udają się w góry, oczekując trzydaniowego posiłku, który ich przywita, i który jest noszony przez zubożałych mężczyzn - i chłopców - w sandałach, którzy pobije ich na kemping, rozbije namioty i ugotuje przed przybyciem.

Ale chociaż Machu Picchu pozostaje obowiązkowym celem podróży, jeśli jesteś w Peru, nie trzeba go łączyć ze Szlakiem Inków. Zdecydowaliśmy się na lot samolotem (pociągiem i autobusem) podczas całodniowej wycieczki z Cusco i uratowaliśmy nasze wędrówki na jednej z „alternatywnych” tras Inków, do „zaginionego miasta” Choquequirao. Oznaczało to oczywiście, że musieliśmy brać udział w rozczarowaniu trekkerów Inca Trail, ale dzięki Peru Rail istnieją szybsze sposoby na wykreślenie tej konkretnej strony z listy.

Inkówskie miasto Choquequirao, czyli „Kolebka złota” w Keczua, jest rzeczywiście starannie schowane w siodle gór na wysokości około 2900 metrów. Z jednej strony góry opadają gwałtownie do wąwozu rzeki Apurimac. Cypel rozciąga się nad rzeką, umożliwiając imponujące widoki z gór, w kierunku amazońskiej dżungli, do której płynie Apurimac, a za wschodem leżą pokryte śniegiem szczyty andyjskie, w tym Salkantay, kolejna ulubiona alternatywa Machu Picchu.

I tak jak przed tysiącami lat było to coś w rodzaju Machu Picchu, umożliwiając Inkom bazę przed przeprawą przez rzekę i wysyłanie handlu i najazdów do dżungli, Choque, jak mówią miejscowi, nie jest dziś łatwo dostępne . Długa, pięciogodzinna jazda samochodem przez Cusco, porośnięte włosami drogi powrotne, prowadzi na zachód przez góry. Schodząc kilka tysięcy stóp w dolinę, która wydaje się być zagubiona w czasie, minęliśmy maleńkie pola kukurydzy, amarantu i komosy ryżowej, a jego purpurowe głowy kołysały się na wietrze. Małe stada owiec i kóz błąkały się po drogach, opiekowane przez małe dzieci i starsze kobiety; bieda na wsi wydawała się dziwnie złagodzona przez majestatyczne otoczenie; biedni ludzie żyjący w bogatym środowisku naturalnym. Niewielki budynek na obrzeżach wioski Cachora działa jako głowa szlaku i jest tak daleko, jak tylko pojazdy kołowe są w stanie - lub są w stanie - jechać.

Nie musisz mieć przewodnika na szlaku Choquequirao, tak jak nie jest w przypadku większości szlaków w Peru. Zdecydowaliśmy się na jednego (lubię powiedzieć, że było to dla moich dwojga dzieci), a on zebrał trzy konie, kucharza i dwóch jeźdźców. Jeźdźcy byli lokalni w regionie, a kucharz, dwudziestu jeden lat o imieniu Xaime, pochodził z Cusco i zabraliśmy go przed wyjazdem z miasta. To sprawiło, że pięciu mężczyzn prowadzących w górach trzech cudzoziemców. Minęliśmy kilka osób i par, które wędrowały samotnie, plecakiem w górę iw dół. Nasz przewodnik, Lorenzo, pionier wędrówek po regionie Cusco, narzekał na tych samotnych ludzi z Zachodu. Próbowałem wyjaśnić, że nie wszyscy ludzie, którzy przybyli do Peru, mogli pozwolić sobie na przewodnika i konie. Wielu podróżowało miesiącami i żyło w zgrabnym budżecie, ale Lorenzo nie wydawał się go kupować.

Ostatecznie, o ile organizujesz wędrówkę lokalnie, twoje dolary trafiają do miejscowej ludności, i to jest sedno problemu dla większości wędrowców. Zakładając, że jeźdźcy chcą pracy, powinni być odpowiednio wynagrodzeni, a najlepiej to zrobić, kupując usługi tak bezpośrednio, jak to możliwe od przewodników i uczestników wędrówki, a nie od właściciela firmy, który następnie skraca personel. Niektóre stroje dokonują rezerwacji z Londynu lub Nowego Jorku i korzystają z zagranicznych przewodników. Jeśli rezerwujesz lokalnie lub z odpowiednim strojem - do którego zazwyczaj można dotrzeć pocztą e-mail z zagranicy - możesz mieć pewność, że wydane pieniądze trafią do lokalnego przewodnika, jeźdźców i powiązanych aktywów. A jeśli martwisz się, że firma trekkingowa nie płaci wystarczająco swoim pracownikom, możesz to zweryfikować i nadrobić to zdrowym (choć nie nadmiernym) napiwkiem.

Szlak do samego Choquequirao rozpoczął się od schodzenia przez kilka gorących, zakurzonych godzin, poprzez zwrotki, do doliny Apurimac. Lorenzo nieustannie skanował niebo w poszukiwaniu orłów i kondorów. „Przynoszą mi szczęście” - powiedział. „Jeśli go zobaczymy, mamy dobrą wędrówkę”. Po drodze Lorenzo znalazł czarną koszulę z mikrofibry. Podniósł go i powąchał. „Turyści” - ogłosił i ostrożnie schował za skałą. „Jeden z jeźdźców to polubi!”

Pół godziny po wyjeździe zobaczyliśmy naszego pierwszego Condora. Było pod nami, jadąc prądami termicznymi w kanionie. Rozpiętość skrzydeł musiała wynosić prawie dziesięć stóp. Lorenzo zamknął oczy i wymamrotał jakieś obawy na temat Apu lub świętej góry. Sprawy się podniosły.

Pierwszą noc spędziliśmy na małej wysokości nad brzegiem rzeki, która, choć była pora sucha, wciąż płynęła energicznie. Wokół nas po obu stronach góry wznosiły się na wysokość ponad 3000 metrów, a gdy słońce zachodziło pod górami, wiatr wznosił się i jęczał przez kanion, wysadzając wirujące kurz wiry.

Xaime, który nauczył się zawodu nastoletniego tragarza na Szlaku Inków, użył szorstkiego kamiennego budynku, który był centralnym punktem obozu, aby ustawić swój jednopalnikowy piec. Po ułożeniu stołu z ciastkami, gorącą czekoladą, liśćmi kakao i małymi głęboko smażonymi chrupiącymi wontonami wypełnionymi queso blanco, zaczął gotować obiad. Był to trzydaniowy romans, rozpoczęty zupą warzywną z bogatym rosołem z kurczaka, a następnie flagowym daniem z Peru, Lomo Saltado, rodzajem smażonej wołowiny z ryżem na parze. W końcu, gdy oczy moich dzieci płonęły, wyjął małe stalowe misy wypełnione budyniem czekoladowym - co przykuło ich uwagę. Xaime zwrócił się o pomoc do dwóch jednosylabowych jeźdźców, Benito i Samuela, aby działali jako niezręczni kelnerzy.

Następny dzień był długi. Przekroczyliśmy rzekę po dwóch naraz w metalowej skrzyni zawieszonej trzydzieści stóp w powietrzu, napędzanej systemem koła pasowego. Porzuciliśmy konie. Lorenzo wynajął kogoś, kto odprowadził trzy konie dodatkowe dwa dni w dół rzeki do skrzyżowania, a następnie wspiął się na 2000 metrów i wrócił na spotkanie po drugiej stronie. Gdy już byliśmy po drugiej stronie rzeki, rozpoczęliśmy siedmiogodzinną wędrówkę do 2900 metrów i miejsce Choquequirao.

Gdy osiągnęliśmy około 2700 metrów, mogliśmy spojrzeć głębokim wąwozem na grzbiet, na którym stało miasto. Kilkaset metrów pod samym miejscem znajdował się system tarasów o powierzchni około 20 akrów. Lorenzo zauważył, że jeśli przyjrzysz się uważnie, zobaczysz, że tarasy zostały zaprojektowane tak, by przypominały lisa, w typowo starożytnej tradycji Ameryki Południowej, być może zapoczątkowane przez lud Nazca, który wydawał się być w stanie dowiedzieć się, jak wszystko będzie wyglądało od tysiąca stóp w górę. Te tarasy kołysały się na skraju góry, gdzie łapały poranne słońce i świeżą bryzę, gdy przelatywały przez kanion.

Lisie tarasy w Choquequirao

Dwadzieścia pięć lat temu Lorenzo wytarł szlak do tego miejsca Inków, zanim ktokolwiek inny go zbadał. Chociaż zostało odkryte w 1911 r. (W tym samym roku, co Machu Picchu), tylko około 30% terenu zostało wykopane. A archeolodzy nieustannie odkrywają nowe systemy tarasowe. „Pewnego lata”, powiedział Lorenzo, „spędziłem tygodnie badając zbocze góry z amerykańskim archeologiem. Natrafiliśmy na wiele struktur. Wiem, że całe wzgórze jest w nich pokryte ”- wskazał na ogromną część góry, na której siedział Choque, pokrytą grubymi liśćmi. „Świątynie, rytualne budynki, tarasy, to wszystko tutaj. Większy niż Machu. ”

Minęliśmy kilka prostych gospodarstw, które przylegały do ​​zbocza góry. Kukurydzę ułożono na ziemi, aby wyschła na słońcu. Po niewielkim rządowym punkcie kontrolnym nawigowaliśmy do witryny przez około godzinę. Wreszcie szlak otworzył się na szeroką aleję ze szczotką po jednej stronie i dziesięciostopową odrestaurowaną kamienną ścianą po drugiej. Ciężkie kostki brukowe tworzyły jezdnię, która ciągnęła się przez około sto metrów. Następnie wspięliśmy się na nierówną, kamienną ścieżkę i weszliśmy na główny plac, duży trawiasty obszar otoczony kamiennymi mieszkaniami.

W przeciwieństwie do Machu Picchu, które było gęsto upakowane, struktury Choque były dość rozproszone. Plac siedział w niskim miejscu na górze, pod nim znajdowały się duże tarasy, a aleja wejściowa, nad nim z jednej strony była duża, być może rytualna przestrzeń wielkości boiska do baseballu. Po drugiej stronie placu była wspinaczka na kolejne miejsce rytuału ze świątynią i szeregiem dużych ogrodzonych murów.

Zanim dotarliśmy do miasta, był wieczór i byliśmy zmęczeni. Lorenzo przystąpił do pełnej eksploracji tego miejsca, ograniczając się do najwyższych punktów miasta i wskazując szczegóły architektury, które pozwoliły nam wyobrazić sobie, jak mogliby żyć mieszkańcy tego miejsca. Ale nie można było sobie wyobrazić, jak to musiało być, aby uczynić to miejsce domem - umieszczonym nad kondorami, z przerażającymi spadkami ze wszystkich stron, bijącymi sercem wspinaczkami we wszystkich kierunkach, szczytami górującymi nad tobą i światem Twoje stopy. Tak jak w przypadku wszystkich takich wyobrażeń, chcieliśmy zrozumieć, jak mogło być dla ludzi tutaj sześćset lat temu. Ale najbardziej zauważalna była cisza. W przeciwieństwie do Machu Picchu, gdzie otaczało nas kilka tysięcy gości, tutaj byliśmy sami.

W małej świątyni znajdującej się obok miejsca, w którym system nawadniania miasta wynurzył się ze zbocza góry, niosąc wodę z górskiego jeziora oddalonego o kilka kilometrów, Lorenzo postanowił przeprowadzić ceremonię z liści kakao.

Do tego czasu moja dziewiętnastoletnia córka pochłonęła całą architekturę i historię, jaką mogła na ten dzień. Lorenzo wezwała nas do zamontowania kilku ostatnich kamieni, kiedy przyłożyła wyimaginowany pistolet do swojej głowy i pociągnęła za spust. Mój jedenastoletni syn odbił ostatnie kroki w kierunku przewodnika. Staliśmy w małej ceremonialnej przestrzeni bezpośrednio poniżej miejsca, w którym akwedukt miasta wszedł do miasta. W murze znajdował się zakątek, w którym składano dary wotywne.

„Wierzę w górskich bogów, Apusów,” powiedział Lorenzo. „I ojciec Sun”. Uśmiechnął się szeroko, wyciągając małą torebkę z liśćmi kakao. Wybrał kilka okazów do wyboru i dał nam każde trzy, które kazał nam trzymać między kciukiem a palcem wskazującym. „Kiedy odprawiam rytuały, zawsze czuję się dobrze z sobą, z wędrówką, z przyjaciółmi. Góry i słońce to bogowie Inków. Zawsze składam im ofiary i dziękuję ”.

„Czy to utrudnia podążanie za Kościołem katolickim?” Zapytałem tylko o kopnięcia. Wahał się, a potem uśmiechnął się szeroko i powiedział „Czasami”. Tyle o podboju, pomyślałem sobie. Łatwo jest odnieść wrażenie, że konkwistadorzy zakończyli styl życia Inków, kiedy zdobyli Cusco, odrywając się od głowy imperium. Ale czasami dekapitacja nie zabija ciała.

Główny plac w Choquequirao

Lorenzo zamknął oczy, kiedy staliśmy w kręgu wokół niego. Bez koszuli z Patagonii i przy odrobinie więcej alpaki byłby martwy dla Atahualpy.

Zaczął mamrotać frazy keczua, ciąg górskich nazw: „Apu Machu Picchu, Apu Salkantay, Apu Choquequirao”. Słuchałem uważnie i otworzyłem oczy. Mój syn uśmiechał się szeroko pod czapką bejsbolową, niewygodną i szczerze znudzoną, w tym ceremonialnym otoczeniu. Moja córka unosiła się między wyczerpaniem a rozdrażnieniem. Ale potem Lorenzo powiedział: „Apu Sexy Woman”. Minął rytm i popełniłem błąd, patrząc na moją córkę „co kurwa?” wyrażenie. Parsknęła głośno, a potem pochyliła się, by zakryć usta. Mój syn wydał pisk, a ja postrzeliłem ich odpowiednio surowo. Lorenzo nie poruszał się, przeglądając listę Apusów. Następnie, gdy właśnie dochodziliśmy do siebie, powiedział „Apu Inti Wanker”. Oba dzieci zgięły się w nadludzkiej próbie kontrolowania wesołości. Czy Lorenzo zadzierał z nami? A może niektóre góry miały po prostu naprawdę nieodpowiednie nazwy?

Lamy Tarasy w Choquequirao

W końcu zakończył ceremonię, każąc nam dmuchać w liście kakao i umieścić je w małym kąciku wotywnym, gdzie Inkowie umieścili je pół tysiącleci temu, prawdopodobnie bez obecności pozbawionych szacunku cudzoziemców. Potem usiedliśmy na trawie na placu, zupełnie sami, patrząc na królestwo Inków. Dlaczego tu powstali, zapytałem Lorenza, czując najwyższą izolację. „Chcieli być bliżej swoich bogów” - powiedział po prostu.

W końcu zeszliśmy dwadzieścia minut po drugiej stronie góry, do miejsca, gdzie jeszcze kilka lat temu odkryto duży system tarasów. Ten został ozdobiony lamami na ścianach frontowych, obrysowanych białym kamieniem. Więcej tarasów rolnych, aby wyżywić to, co oczywiście było znaczną populacją, te były skierowane w stronę Amazonii. Przesłanie było jasne: jesteśmy Ludem Lamy. To jest nasza domena. Wydawało mi się to trochę jak znak z Hollywood. Ale biorąc pod uwagę brak naszych nowoczesnych urządzeń komunikacyjnych, była to architektura-przekaz, przekazujący sens, polityczny, społeczny i kulturowy, w kamieniu.

Niedawno rząd peruwiański zatwierdził plany budowy kolejki linowej do Choque. Nie wiadomo, jak długo to potrwa, ale konsekwencje są przewidywalne. W szczególności dla mieszkańców oznaczać to będzie koniec - lub z pewnością zmniejszenie - działalności dla przewodników, jeźdźców i kucharzy, gdy ludzie lecą w ten region, i są przenoszeni w górę przez sprzęt należący do dużych firm z Limy lub poza nią. Planowane kolejki linowe będą miały pojemność 400 osób na samochód, umożliwiając kilka tysięcy odwiedzających dziennie. A kiedy dotrą na miejsce, znajdą, podobnie jak w Machu Picchu, wielu, wielu innych, którzy robią z nimi zdjęcia, robiąc selfie i upuszczając opakowania z cukierkami, i ewentualnie przesuwając się po placu.

W Cusco znaleźliśmy odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Przeglądając Lonely Planet pod kątem kilku innych rzeczy do zrobienia przed odlotem do domu, zauważyliśmy, że dużym miejscem dużej bitwy hiszpańsko-Inków, wojownikiem Sacasay była w rzeczywistości seksowna kobieta Lorenzo. Jak powiedział przewodnik, jego wymowa zwykle powoduje nieodpowiednie chichoty u łatwych do podniecenia turystów. Na Plaza de Armas trwały przygotowania do festiwalu słońca Inti Raymi. Dzieci w wieku szkolnym ćwiczyły tańce i ceremonie Inków. Powstały duże stojaki widokowe. Tysiące ludzi pojawiało się każdego wieczoru, większość w strojach Inków. Jest bardzo możliwe, że ta pozorna dynamika kultury Inków jest w rzeczywistości ożywieniem wywołanym boomem turystycznym w ciągu ostatnich kilku dekad. Ale wydaje się także, że Lorenzo, jego ceremonie z liści kakao i kult apu reprezentowały źródła kulturowe o głębokich korzeniach, korzeni, których konkwistadorzy nie udało się całkowicie wykopać. Okaże się, czy turyści ze swoimi smartfonami i koszulami z mikrowłókien potrafią.