Tego się uczysz w nepalskim sierocińcu

„Biała betonowa świątynia w pobliżu góry pod białym niebem” Anjali Mehta na Unsplash

„Spójrz w górę, a nie w dół; uważaj, a nie w; patrz przed siebie, a nie wstecz, i pomóż. ” - Edward Everett Hale

„Gdzie to dokładnie jest?” ludzie błagali, żeby wiedzieć, kiedy powiedziałem, że będę wolontariuszem w Nepalu. Dochodzenie zdawało się potwierdzać moją tendencję do wędrowania ścieżkami mniej wydeptanymi, jednocześnie podkreślając duży nadzór w amerykańskim systemie szkolnym.

Mimo to Nepal jest daleko, zwłaszcza jeśli pozwolisz takim osobom jak mnie zarezerwować lot.

Wyjaśnienie mojej drogi do tego śródlądowego kraju było tylko trochę mniej mylące dla mojego ojca niż to, dlaczego przede wszystkim jechałem.

„Czy to nie jest zły sposób?” on zapytał.

Tak, pomyślałem.

Mój lot opuścił Nowy Jork do Niemiec, zanim udałem się do Singapuru. Następnie wskoczyłem do innego samolotu, który wrócił do stolicy Nepalu, Katmandu.

Zanim przybyłem, luźne przepisy ruchu drogowego, rogi hulajnogi i nocne szczekanie psów były bułką z masłem.

Następnego dnia podróż autobusem do Chitwan trwała około czterech godzin. Jazda była pełna zapierających dech w piersiach miejsc, niepewnych dróg i bardzo wątpliwych opcji jazdy.

Kiedy przyjechaliśmy z przyjacielem Lilli, nie mieliśmy pojęcia, na co się zapisaliśmy. „Baw się dobrze i dbaj o dzieci” - taki był zakres naszych instrukcji.

Kiedy dotarliśmy na przystanek autobusowy, młoda kobieta o imieniu Jodi zabrała nas do sierocińca. Bezlitosny syn padał, kiedy ciągnęliśmy nasze torby na gorący żwir.

Śródmieście Chitwan otoczone było jasnymi witrynami sklepowymi i uśmiechniętymi sprzedawcami, podczas gdy słonie swobodnie kroczyły wąskimi uliczkami. Doświadczeni przewodnicy machali głowami bambusowymi kijami, gdy Lili i ja wzdrygaliśmy się przy każdym uderzeniu.

Przed nami dziewięcioro dzieci w wieku od pięciu do dwunastu lat z niepokojem czekało na nasz przyjazd.
W ciągu kilku minut od naszego przybycia Lilli i ja pomagaliśmy w pracy szkolnej, grając w gry i dzieląc się posiłkami. Do wieczora, kiedy przeszliśmy na emeryturę, odkryliśmy, że nasze obowiązki nie powinny być określone, ale raczej ujawnione.

Na szczęście nikt z nas nie miał oporów przed rezygnacją z puszystych poduszek lub śniadania kontynentalnego, szczególnie jeśli oznaczałoby to poznanie nowej kultury i udzielenie pomocy, nawet niewielkiej.

Zdjęcie Tim na Unsplash

Nasz czas w Nepalu z pewnością nie był bez wyzwań. Na początek był środek czerwca. W większości miejsc na półkuli północnej oznacza to, że pogoda jest gorąca, szczególnie jeśli kraj jest zaklinowany w Azji Środkowej.

Lili i ja dzieliliśmy pokój z wentylatorem, który był bardzo przydatny, gdy generator działał, co było rzadkością.

Gigantyczne komary i podejrzana łazienka również zainspirowały kreatywność.

Ale otrzeźwiło nas również znaczenie przyjęcia właściwej filozofii. Możemy być ciekawi lub zła, ale nie możemy być oboje.

Ostatecznie zdecydowaliśmy, że elastyczne myślenie nie jest modelami myślowymi zarezerwowanymi do trekkingu w odległych zakątkach globu, ale istotnymi kontynuacjami w naszym codziennym życiu.

Wyjaśnienie mojej niewiedzy pozwoliło mi również uświadomić sobie, że nie tylko ja miałem do czynienia z bezlitosnym letnim upałem lub nieznośnymi robakami. Było też dziewięcioro dzieci stojących przed tymi samymi wyzwaniami.

Różnica polegała na tym, że nie odejdą.

Jednak pomimo wyzwań dzieci przylgnęły do ​​nieokiełznanej radości, jakiej nigdy nie widziałem w całym moim życiu. To była pływalność, radość, której nie można było ugotować ani stłumić.

Dzieciaki praktycznie promieniowały wdzięcznością za wszystko, co im dano. Ani razu nie narzekali na dzielenie ciasnego pokoju, rozdawane ciuchy lub chodzenie do szkoły o 5:30 rano, aby pokonać letni upał.

Ich przykład pokazał mi, jak ważne jest ukierunkowanie uwagi na to, co masz, a nie na to, czego brakuje.

Zdjęcie Atik Sulianami w Unsplash

Najbardziej definiujące doświadczenie, które przeżyłem pewnego popołudnia podczas ciągnięcia kukurydzy. Godzinami razem z dziećmi zbieraliśmy kukurydzę z pola położonego kilka kilometrów od sierocińca.

Poprzedniej nocy padało, zmuszając nas do przemierzania gęstego błota, po czym rzuciliśmy kukurydzę na rikszę, która niewątpliwie przekroczyła prymat.

W ciągu kilku minut zostałem oblepiony błotem, stałem bez celu w bezlitosnym słońcu i wpatrywałem się w ziemię, współczując sobie. Dlaczego, do diabła, zgodziłem się na to? Pamiętam myślenie.

Ale kiedy podniosłem wzrok, zobaczyłem dzieci śmiejące się i bawiące, pokryte nie mniej szlamem. Kontynuowali zbieranie kukurydzy z zwietrzałych łodyg, jednocześnie zmieniając pracę w grę.

O ile mogłem powiedzieć, nie było miejsca, w którym woleliby.

Znów znaleźli radość w najbardziej niepozornych miejscach. I w trakcie tego procesu wyszła krytyczna lekcja życia.

Perspektywa jest wszystkim.

Chwilę później podniosłem się i dołączyłem do reszty grupy.

I zanim się zorientowałem, wszystko znów było dobrze.

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, zapisz się do mojego bi-miesięcznego biuletynu z moimi ulubionymi książkami, filmami i zaleceniami dotyczącymi podróży oprócz moich najnowszych inspirujących historii.

Ponadto chciałbym udostępnić mój darmowy program Creativity Day Planner - prosty dwustronicowy szablon dotyczący budowania dobrych codziennych nawyków.