Wycieczka na Islandię

Jeśli zawsze marzyłeś o wizycie w tym magicznym kraju - oto wielka szansa, aby dowiedzieć się o nim więcej. Byłem tam przez 2 tygodnie w lipcu 2017 roku i dokładnie udokumentowałem tę podróż. Jest bardzo długi, więc jeśli jesteś wystarczająco szalony, aby go przeczytać, lepiej jest zrobić sobie filiżankę herbaty lub kawy przed rozpoczęciem

Według Wikipedii całkowita populacja Islandii wynosi około 330 tysięcy osób. A populacja Reykjaviku (stolica kraju) wynosi około 130 tys. W całym kraju nie ma kolei, a większość interesujących miejsc znajduje się z dala od Reykjaviku. Od samego początku chcę zauważyć, że nie ma sensu odwiedzać Islandii bez samochodu. Wypożyczysz lub prześlesz promem, jest tam koniecznością.

Podróżowałem razem z moją dziewczyną i grupą ludzi z mojego miasta, Mińska. Było 2 organizatorów podróży, którzy przetransportowali promem wszystkie potrzebne rzeczy z Mińska na Islandię, więc byliśmy jedynym samochodem z białoruskimi numerami na Islandii

Nasz samochód na te 12 dni

Zgodnie z naszym planem spędziliśmy 4 noce śpiąc w namiocie, 4 noce na kempingach i 4 noce w mieszkaniach. Przyjechaliśmy prawie wieczorem, więc nie odwiedziliśmy niczego pierwszego dnia i po prostu pojechaliśmy prosto na pierwszy kemping.

Podczas zmiany letnich ubrań na bardziej islandzkie () i rozstawiania namiotów po raz pierwszy zauważyłem, że było naprawdę lekko przez 23:00. To był moment, kiedy zorientowałem się, że latem na Islandii nie ma nocy - nie robi się naprawdę ciemno, może trochę jak wieczorem. Byłem trochę zaskoczony. „Wow, to jest po prostu super! Możesz po prostu iść na spacer w nocy i zobaczyć wszystko ”- pomyślałem. Zdjęcia poniżej zostały zrobione około północy. Fajnie, prawda?

Następny dzień rozpoczęliśmy od pakowania namiotów i ubrań. Właściwie spakowaliśmy i rozstawiliśmy namioty w nowym miejscu około 10 razy w ciągu tych 12 dni, więc jestem teraz trochę profesjonalistą w tej dziedzinie

Naszym pierwszym punktem zwiedzania był Park Narodowy Thingvellir. Zobaczyliśmy miejsce, w którym poruszały się i dotykały 2 płyty tektoniczne (eurazjatycka i północnoamerykańska) oraz wodospad o nazwie Oxararfoss.

Byłem zdumiony mocą tego wodospadu, ponieważ w zasadzie był to pierwszy, jaki widziałem w życiu. Jak się później dowiedziałem, był to jeden z najmniejszych, jaki widzieliśmy podczas podróży

Po Parku Narodowym Thingvellir przenieśliśmy się do następnego punktu - Haukadalur (dolina gejzeru).

Zasadniczo Haukadalur to duże pole pokryte dziurami. Otwory te są po prostu miejscami, w których wydobywają się geotermalne źródła wody. Niektóre z tych dziur są nieaktywne, a niektóre z nich przebiegają w różnych reakcjach chemicznych. Czasami z powodu tych reakcji chemicznych woda po prostu wysadza. W zależności od wielu czynników może osiągnąć wysokość 20–50 metrów.

Nawiasem mówiąc, angielskie słowo „gejzer” pochodzi z gejzeru położonego w tej dolinie, nazywa się Geysir. W tej chwili nie jest całkiem aktywny i rzadko wybucha, raz na kilka lat.

W pobliżu Geysiru znajduje się najbardziej aktywny gejzer w dolinie o nazwie Strokkur. Jest aktywny i wybucha co 5–10 minut, więc w czasie, gdy tam spędziliśmy, wybuchał 5–6 razy na wysokość do 20–30 metrów. Spójrz na wideo poniżej.

Zapomniałem też powiedzieć, że oprócz gorącej wody w gejzeru jest dużo siarki, co oznacza, że ​​pachnie dosłownie jak zgniłe jajka, więc trudno jest spędzać tam dużo czasu.

Naszym następnym przystankiem był jeden z najpotężniejszych wodospadów na Islandii o nazwie Gullfoss. Jestem pewien, że jest to również najpopularniejszy wodospad i atrakcja na Islandii. Spójrz tylko na zdjęcia. Jest ogromny i absolutnie oszałamiający. To był pierwszy raz, kiedy zacząłem myśleć o tym, jak potężna może być natura.

Po wodospadzie Gullfoss przeszliśmy do następnego punktu. Nie ma nazwy i nie jest sławny, ale myślę, że jest dość niezwykły. Zasadniczo jest to mały basen z naturalną ciepłą wodą, która pochodzi z gorących strumieni pod ziemią. Ale nie gotuje się jak w gejzerze, jest nieco chłodniejszy, ale bardzo wygodny do pływania, nawet gdy pada deszcz lub śnieg.

Na początku myślałem, że będzie to miejsce z dużym budynkiem, w którym możesz przebrać się, wziąć prysznic, a potem popływać. Ale to nie było to miejsce. Zasadniczo ma w pobliżu budynek. Ale…

Tak, ta mała chatka dla hobbitów to miejsce, w którym zmieniasz ubrania, aby móc pływać w basenie. Zasadniczo nie tylko ty, kolejne 3–4 są zawsze przy tobie, próbując jednak przebrać się. Nie mogę też nazwać tego „pływaniem”, chodzi bardziej o leżenie w wannie, ponieważ jest za małe, aby pływać.

Po leżeniu w tym małym basenie przez około godzinę i odprężeniu się po deszczowym dniu wystroiliśmy się i udaliśmy się do naszego następnego punktu - jeziora o nazwie Kerið i położonego w kraterze wulkanu. Kolor wody jest tam bardzo niebieski, więc wygląda naprawdę świetnie.

Po wizycie w Kerið postanowiliśmy nie ruszać się dalej, aby znaleźć miejsce na rozbicie namiotu, ale wynająć dom na 2 noce. Pogoda była naprawdę zła, więc postanowiliśmy spędzić jeden dzień w Reykjaviku, gdzie możemy po prostu odpocząć, odwiedzić kawiarnie i muzea oraz być w stanie ukryć się przed deszczem.

Wynajmujemy więc dom gdzieś pośrodku niczego i spędziliśmy tam 2 noce. To był dzień, w którym nasza grupa dowiedziała się, że każda osoba kupuje i gotuje własne jedzenie jest dość droga, więc kupiliśmy to samo jedzenie dla wszystkich i zaczęliśmy robić obiady grupowe. Były niesamowite, naprawdę pomogły nam poczuć się jak zespół

Nawiasem mówiąc, dom był całkiem fajny, był bardzo duży, w malowniczej okolicy, a nawet z jacuzzi w środku.

Spędziliśmy 2 noce w tym samym domu, więc zostawiliśmy tam wszystkie mokre i brudne ubrania i pojechaliśmy do Reykjaviku, aby spędzić tam cały dzień. Moje pierwsze wrażenie brzmiało: „Hm, to miłe. Ale mieszka tu tylko około 130 tysięcy ludzi, to musi być nudne jak diabli ”. Ale pod koniec dnia naprawdę zakochałem się w tym mieście.

Samo miasto jest bardzo małe, myślę, że przechodzisz przez wszystkie główne zabytki w ciągu 3-4 godzin. Punktem wyjścia dla nas w Reykjaviku był dość interesujący budynek o nazwie Harpa. To sala koncertowa i główne centrum konferencyjne miasta.

Następnie przenieśliśmy się na następną stronę - metalową rzeźbę statku Wikingów. Wiele osób z naszej grupy było zdziwionych pięknem tej rzeczy, ale szczerze mówiąc, nie byłem jednym z nich. Tylko rzeźba, tak, jest w porządku.

Potem postanowiliśmy pójść coś zjeść. Ponieważ odwiedzaliśmy Islandię, głupotą byłoby nie spróbować czegoś egzotycznego. Poszliśmy więc do małej restauracji rybnej i postanowiliśmy skosztować mięsa wieloryba

Zamówiliśmy zupę homara i duży stek z wieloryba. Myślałem, że będzie super mały i tak naprawdę myślałem o zamówieniu dwóch porcji dla mojej dziewczyny i dla mnie, ale okazało się, że jest naprawdę duży. Jedna porcja składała się z dwóch oddzielnych kawałków mięsa i była wystarczająca nawet dla nas obu.

Myślałem, że mięso wieloryba będzie smakowało egzotycznie lub nawet obrzydliwie, ale było naprawdę smaczne i bardzo podobne do zwykłej wołowiny, ale z odrobiną czegoś morskiego.

Nawiasem mówiąc, sama restauracja była dość interesująca. Czuł się bardziej jak pokój w domu.

Byliśmy trochę senni, więc postanowiliśmy pójść napić się kawy, aby nabrać energii. Nasza liderka grupy poleciła nam kawiarnię obok restauracji, w której siedzieliśmy. Powiedziała, że ​​nazywa się Haiti, właściciel i barista jest kobieta, która przyjechała do Reykjaviku z Haiti w Afryce i jest to zdecydowanie najlepsza kawa w mieście. Więc natychmiast się tam udaliśmy

Łykamy dwie filiżanki kawy, było naprawdę świetnie, zakochałem się w tym miejscu, mimo że było trochę drogie.

Wędrowaliśmy po Reykjaviku przez cały dzień, odkrywając miasto pełne graffiti.

Jedną z atrakcji, które odwiedziliśmy, była trochę główna w Reykjaviku - nazywa się Hallgrímskirkja. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak to wymówić, ale dużo wcześniej o tym słyszałem i widziałem kilka zdjęć w Internecie, więc spodziewałem się zobaczyć coś naprawdę majestatycznego. I nie zawiodłem się, wyglądało tak samo, jak się spodziewałem - niesamowite.

Ale kościół został w tej chwili zamknięty z powodu ceremonii pogrzebowej, więc nie pozwolono nam wejść.

Naprawdę podobał mi się ten dzień w Reykjaviku. Mimo prognozy pogody w ciągu dnia było słonecznie, czasem nawet upalnie. To jeszcze jeden fakt na temat Islandii - prognozy pogody są tu po prostu bezużyteczne, ponieważ pogoda może zmieniać się dosłownie co 10 minut.

Nasz pierwszy przystanek tego dnia był szalony. To był pierwszy raz, kiedy dosłownie zafascynowało mnie piękno islandzkiej przyrody. To była ogromna dolina z 2 wodospadami.

Czy to nie jest szalone? Dla mnie nadal wygląda jak kilka ujęć z „Władcy pierścieni”

Na początku patrzyliśmy na nie z bardzo wysokiego klifu, ale potem postanowiliśmy zejść.

To była nasza pierwsza długa wędrówka, zejście do wodospadów iz powrotem zajęło nam około 3 godzin. Podczas spaceru też padało, więc nasze płaszcze przeciwdeszczowe były na swoim miejscu. Oto kilka zdjęć z dna wodospadu.

Opada z tak dużej wysokości, że tworzy wokół siebie prawdziwe ściany wodne. Trudno jest podejść bliżej niż 50–100 metrów, nawet w płaszczu przeciwdeszczowym. Kiedy próbowałem, moje okulary za chwilę zmokły i nic nie widziałem, więc był to oczywiście zły pomysł

To zdecydowanie jedno z 3 najlepszych miejsc, które odwiedziliśmy podczas podróży.

Po powrocie do samochodu byliśmy bardzo zmęczeni i mokrzy, więc postanowiliśmy wziąć smaczne przekąski i trochę się zrelaksować. Jechaliśmy w pobliżu miasta Selfoss, które ma całkiem fajną lodziarnię.

Lody były całkiem niezłe, ale co było dla mnie jeszcze bardziej interesujące - chodzi o rzeczy, mam na myśli kasjerów. To były prawdziwe dzieci. Jak około 15 lat.

To był moment, kiedy dowiedziałem się jeszcze jednego niezwykłego faktu na temat Islandii - dzieci mogą dostać pełnoetatową pracę w wieku 16 lat, na przykład na wakacjach. Na przykład na Białorusi ludzie również mogą pracować od 16 roku życia, ale muszą mieć podpisany dokument od rodziców i nie mogą pracować w pełnym wymiarze godzin, tylko w niepełnym wymiarze godzin wykonują jedyny określony rodzaj pracy.

Myślę, że to całkiem niezły krok od rządu Islandii. Z mojego osobistego punktu widzenia - im wcześniej zaczniesz pracować, tym wcześniej zrozumiesz, co naprawdę chcesz zrobić, by zarobić na życie. I to świetnie. Widzę wielu 20-letnich ludzi, którzy marzyli o jakiejś pracy, ale studiowali do 22 roku życia, a po otrzymaniu pierwszej pracy w wieku 23 lat zdali sobie sprawę, że nie jest to, czego chcą od życia, i są rozczarowani i przygnębieni .

A kiedy możesz rozpocząć pracę od 16 roku życia - możesz wypróbować kilka miejsc pracy do 20, aby znaleźć najbardziej interesującą dla Ciebie. I to świetnie, uwielbiam to

Naszym kolejnym punktem zainteresowania był kolejny wodospad o nazwie Seljalandsfoss.

Jedną z kluczowych cech tego wodospadu jest możliwość przejścia na drugą stronę. Trochę za wodospadem. Tak właśnie zrobiliśmy.

Na szczęście nasz kemping znajdował się około 400 metrów od wodospadu, więc łatwo do niego dotarliśmy pieszo.

W porównaniu z kempingiem, w którym spędziliśmy pierwszą noc, była to totalna katastrofa.

Mała i bardzo zatłoczona przestrzeń z prysznicem, który kosztuje 1 EURO ZA MINUTĘ, a przeważnie nie ma Wi-Fi. Jest to cena, którą musisz zapłacić, jeśli chcesz spędzić noc słuchając wodospadu.

Przed pójściem spać tego dnia postanowiliśmy także spojrzeć na wodospad, który słyszeliśmy podczas rozbijania obozu. Było to dość niezwykłe ze względu na lokalizację - wewnątrz jaskini.

Wejście do środka było więc dość trudne i mokre, ponieważ musieliśmy przepłynąć małą rzekę.

Ale atmosfera w środku była naprawdę magiczna. Przebywanie w jaskini, bycie całkowicie mokrym z powodu rzeki i wodospadu - to było naprawdę niezapomniane przeżycie.

Próbowałem zrobić kilka zdjęć na moim iPhonie, ale nie miałem szczęścia - w jaskini jest jednak zbyt ciemno. Ale mamy szczęście, że mamy ze sobą faceta z profesjonalnym aparatem. Więc proszę:

Wygląda magicznie, prawda?

Następnego ranka obudziłem się z powodu głośnych dźwięków. To oczywiście był samochód. Ale nie mogłem sobie wyobrazić, co to za samochód. Tylko spójrz:

Myślę, że to samochód, który może jechać dowolną drogą, nawet na Islandii.

Naszym następnym przystankiem był kolejny wodospad o nazwie Skógafoss.

To zdecydowanie jeden z najpiękniejszych wodospadów, jaki widzieliśmy podczas podróży.

Na Islandii pogoda zmienia się dosłownie co 10 minut, więc w chwili, gdy zbliżyliśmy się do wodospadu, znów się zmieniła - deszcz ustał i pojawiło się słońce. I zobaczyliśmy coś magicznego: pojawiła się tęcza. Ale nie jak zwykle na niebie, ale na ziemi. Co więcej - była to podwójna tęcza. Dosłownie nad małym strumieniem wody wisiała podwójna tęcza. Tylko spójrz:

Po krótkiej sesji robienia autoportretów pod wodospadem postanowiliśmy też zrobić kilka zdjęć ze szczytu. Była droga, więc poszliśmy nią na szczyt wodospadu.

Nasz następny przystanek był naprawdę niezwykły. To nie był gejzer ani wulkan, nie był nawet wodospad, możesz to sobie wyobrazić ?!

Było to miejsce, w którym samolot rozbił się ponad 40 lat temu. W 1973 roku w samolocie amerykańskiej marynarki wojennej DC zabrakło paliwa i rozbił się na czarnej plaży w Sólheimasandur na południowym wybrzeżu Islandii. Na szczęście wszyscy w tym samolocie przeżyli.

To było naprawdę ekscytujące miejsce, ponieważ widziałem wiele zdjęć tego samolotu na Instagramie, kiedy wcześniej szukałem „Islandii”. Ale nasi organizatorzy podróży stwierdzili, że nie jest tak wspaniale, jak myśleli i każda poprzednia grupa była nieco rozczarowana tym miejscem. Ale na szczęście 8 z 8 innych osób z naszej grupy i tak głosowało za tym miejscem go

Jak się później zorientowałem, nie można dojechać bezpośrednio do tego miejsca. Znajduje się na czarnej, piaszczystej plaży. Aby się tam dostać, musisz przejść długą drogę polną przez około godzinę w jedną stronę.

Ale bardzo podobała mi się droga do tego miejsca. Powiedziałbym nawet, że sama droga sprawiła, że ​​ostatnie miejsce stało się dla mnie jeszcze bardziej magiczne.

Sam samolot był nieco mniejszy niż myślałem, ale był fajny. Zdecydowanie warte 2 godzin marszu, przynajmniej jako punkt kontrolny

Tutaj jest również świetne zdjęcie, aby zrozumieć lokalizację samolotu.

Nie byłem więc zaskoczony, ale w ogóle nie byłem rozczarowany. Mój werdykt - warty wzięcia udziału, to dość interesujące i super autentyczne miejsce pośrodku czarnej, piaszczystej pustyni.

Po 1 godzinie spaceru z powrotem do samochodu udaliśmy się do naszego następnego przystanku - wzgórza z malowniczym widokiem na plażę z czarnym piaskiem. Bardzo trudno było zrobić dobre zdjęcia tego miejsca za pomocą iPhone'a, ponieważ plaża wyglądała jak jedna wielka czarna plama. Poszliśmy plażą na szczyt wzgórza, aby uzyskać lepszy widok. Nawet coś uchwyciłem za pomocą telefonu.

Na wszystkich tych zdjęciach chcę zwrócić uwagę na pogodę. Zostały zrobione w ciągu 1 godziny, ale pogoda w większości jest zupełnie inna.

Następna rzecz, którą widzieliśmy, to Dyrhólaey - to łuk z otworem w środku. Nie widziałem o tym wcześniej ani nie słyszałem, więc była to dla mnie niespodzianka. Wygląda świetnie.

Na szczycie tego wzgórza znajdowała się również latarnia morska, więc było to naprawdę malownicze miejsce ze wspaniałym widokiem na niekończącą się czarną plażę.

W drodze powrotnej rozmawialiśmy o szansie zobaczenia maskonura tutaj.

Maskonur to narodowy islandzki ptak, na Islandii jest mnóstwo pamiątek, a nawet całe sklepy z pamiątkami poświęcone tym ptakom. Są urocze i zabawne, wystarczy spojrzeć.

I rzeczywiście - magia się wydarzyła. W tym samym momencie zobaczyliśmy coś poruszającego się na końcu klifu. Były 2 maskonury. Jedna z naszych dziewczyn postanowiła nie przegapić takiej okazji, upadła na ziemię i zaczęła czołgać się w kierunku tych 2 osób.

Wszyscy spodziewaliśmy się, że te 2 ptaki natychmiast odlecą, ale nie zrobiły tego. Co więcej, dosłownie zaczęli pozować.

Tak więc w ciągu kilku minut tłum nas robił zdjęcia tych rzadkich ptaków.

I dopiero po zakończeniu sesji zdjęciowej - wyszli. Cóż za hojna para ptaków!

Po spojrzeniu na czarną plażę ze wzgórza udaliśmy się do wioski Vik, aby móc zbliżyć się do oceanu i naprawdę przejść po czarnym piasku.

I było niesamowicie, spędziliśmy około godziny po prostu kręcąc się, obserwując fale i ciesząc się widokiem.

Sama wioska jest również dość piękna. W tej chwili było mgliście, więc wyglądało to dość tajemniczo.

Był już późny wieczór, więc udaliśmy się do naszego następnego miejsca do spania. Niestety, w drodze do tego miejsca przypadkowo przebiliśmy oponę naszego samochodu na środku pola lawy i musieliśmy tam zatrzymać się w nocy, gdy nasz kapitan naprawiał samochód.

Na początku wszyscy byliśmy rozczarowani tą sytuacją, ale okazało się, że jest to naprawdę pełne przygód miejsce na rozbicie obozu.

Poza tym pogoda rano była bardzo słoneczna, więc bardzo podobał mi się ten wypadek, dziwne.

Tego ranka mieliśmy dość solidne śniadanie, ponieważ nie był to jednak zwykły poranek. To był dzień wędrówki. Planowaliśmy wybrać się na 15-kilometrową wędrówkę na lodowiec. Byłem podekscytowany, ponieważ nigdy wcześniej nie wybrałem się na prawdziwą wędrówkę.

Ale najpierw, po spaniu w obozie na polu lawy, udaliśmy się .. na omszałe pole lawy.

To była zabawa. Moja dziewczyna zrobiła nawet kilka zdjęć z „podłogą z lawy”

Następnie udaliśmy się bezpośrednio do miejsca, w którym rozpoczęła się nasza wędrówka. Zebraliśmy trochę jedzenia, wody, przekąsek, sprzętu i udaliśmy się w góry na całodniową wędrówkę.

Naszym ostatecznym celem był język największego lodowca na Islandii. Ten:

Naprawdę nie wiem, jak opisać wędrówkę, ponieważ jest to trochę monotonny proces wspinaczki na górę.

W drodze na górę zobaczyliśmy bardzo ciekawy wodospad. Nie było to oszałamiające, ale było dość niezwykłe.

Naprawdę bardzo podobał mi się proces wznoszenia się. Moja dziewczyna i ja kupiliśmy przed podróżą 2 pary patyczków, więc zabraliśmy je na wycieczkę i było świetnie. Po raz pierwszy w życiu użyłem drążków śledzących i, szczerze mówiąc, wcześniej myślałem, że to trochę bezużyteczne, ale podczas tej wędrówki w pełni zrozumiałem moc tych prostych urządzeń.

To jakiś magiczny proces: kiedy złapiesz rytm używania drążków śledzących - wszystko oprócz drogi przed tobą znika.

Dotarliśmy na szczyt dość szybko - w ciągu około 3 godzin, więc postanowiliśmy zorganizować tam szybki obóz i zjeść lunch. Była słoneczna pogoda, ale wiatr był bardzo silny z powodu wysokości, więc było dość zimno bez czapki i rękawiczek.

Zjedliśmy szybki, ale dość orzeźwiający lunch i ruszyliśmy dalej - na lodowiec. Za około godzinę i kilka kilometrów w końcu dotarliśmy.

To jest kurwa ogromne.

Zdjęcia nie mogą nawet pokazać ci swojego rozmiaru. I chcę podkreślić, że to jak tylko jeden bardzo mały język.

Byłem pod wielkim wrażeniem i teraz mam marzenie, aby tam ponownie przyjść i polecieć nad lodowcem helikopterem, aby naprawdę zrozumieć jego rozmiar.

Dowiedziałem się również, że większość wody na Islandii pochodzi z lodowców. I większość wodospadów też. Lodowce topnieją - przekształcają się w jeziora, rzeki i wodospady. Ten język lodowca również miał w pobliżu małe jezioro.

Ponieważ lodowiec był naszym ostatecznym celem tej wędrówki, ruszyliśmy w dół góry, do naszego samochodu. Ten utwór był jednak znacznie łatwiejszy.

Tę noc spędziliśmy na niezłym kempingu - było dość tłoczno, ale kuchnia była duża nawet dla wielu ludzi. Prysznic był również bezpłatny.

Następny dzień był wyjątkowy - poprzednie 2 dni trochę wędrowaliśmy po lodowcu i był to moment, aby naprawdę się do niego zbliżyć. Dotykaj tego. Pamiętasz to małe jezioro z dużymi kawałkami lodu w pobliżu języka lodowca? Zapomnij o tym. Udaliśmy się do laguny Jokulsarlon.

Kiedy tam dotarliśmy, był to jeden z tych momentów na Islandii, kiedy pomyślałem - czy to naprawdę?

Wygląda magicznie, prawda? To duże jezioro pełne ogromnych bloków lodowych, które odrywają się od lodowca. Jeszcze bardziej interesujące jest to, że to jezioro wpada bezpośrednio do oceanu.

To naprawdę magiczny proces, aby zobaczyć, jak te ogromne „lodowe” „budynki” są porywane przez przepływ wody.

Ale byłoby zbyt łatwo rzucić okiem na to jezioro, pozostając na ziemi, prawda? Zdecydowaliśmy się na wycieczkę łodzią! Spoiler: to było niesamowite.

Trasa nazywa się „Zodiac Boat Tour”, a jeśli interesują Cię szczegóły - oto link.

Byliśmy bardzo głupi, aby kupić bilety na wycieczkę łodzią dzień wcześniej, ale także bardzo szczęśliwy, że je dostaliśmy! Jeśli naprawdę chcesz odwiedzić to miejsce - kup bilety przed wyjazdem, przynajmniej na kilka tygodni.

Kierownik wycieczki powiedział, że łódź płynie naprawdę szybko, więc nie możesz tam nosić zwykłych ubrań i potrzebujesz specjalnego sprzętu. To było super workowate i takie zabawne, lol.

Kiedy wsiedliśmy do łodzi i nasz kapitan nacisnął pedał przyspieszenia, natychmiast zrozumiałem, co jest powodem noszenia sprzętu. Kilka razy w życiu jeździłem łodzią i była to zdecydowanie najszybsza podróż. Jechaliśmy tak szybko, że szczyt łodzi był wysoko nad wodą, trochę przerażający, ponieważ siedzieliśmy na szczycie.

A kapitan był nierealny. Jest rodzimym Islandczykiem, który wygląda jak islandzki Jason Statham.

Po około 5 minutach jazdy pełną prędkością zbliżyliśmy się do lodowej ściany. Było to dość mylące, ale ściana lodowa była całkowicie czarna - z powodu popiołu z różnych erupcji wulkanów.

Nasz kapitan powiedział, że pracował tu już od 5 lat, a to jezioro było znacznie mniejsze, więc lodowiec stopniowo topnieje z upływem lat.

Nie zbliżyliśmy się tak naprawdę do ściany lodowej, ponieważ jest to dość niebezpieczne. Istnieje wiele ogromnych kawałków lodu, wielkości budynku, które losowo odrywają się od lodowca i mogą łatwo uszkodzić i zepsuć łódź, więc w tym miejscu musisz zachować ostrożność.

Ponadto niektóre kawałki lodu były tak niebieskie, więc wydawało się to nierealne, spójrz. Bez filtrów.

Cała trasa zajęła nam około godziny i było to naprawdę wspaniałe i niezwykłe doświadczenie.

Poza tym było tam dość zimno z powodu lodu i dużej prędkości łodzi. Tak zimno, że nawet sprzęt tak naprawdę nie pomagał. Ale nasz kapitan tak nie uważał. Gdy tylko wysiedliśmy z łodzi, zdjął sprzęt, mówiąc: „Och, dzisiaj jest tak gorąco”. To był moment, kiedy naprawdę wierzyłem, że jest rodowitym Islandczykiem.

Po opuszczeniu tego naprawdę magicznego miejsca mieliśmy przed sobą długą i długą drogę na południe, więc spędziliśmy kolejną połowę dnia w samochodzie z kilkoma przypadkowymi i niezbyt interesującymi przystankami.

Ale jeden z nich był dość malowniczy. Zatrzymaliśmy się nawet tam, aby zrobić kilka zdjęć grupowych.

Tę noc spędziliśmy całkowicie w szczerym polu. Naprawdę, spójrz tylko na to miejsce.

Naszym pierwszym przystankiem następnego dnia był… wodospad.

To się nazywa Dettifoss. Podczas gdy większość naszej grupy była jak „Ok, jeszcze jeden wodospad. Wygląda też bardzo brudno ”, pomyślałem„ To najpotężniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem ”.

Uwielbiałem ten wodospad. Nawet bardziej niż Gulfoss, ten ogromny i fantazyjny, który odwiedziliśmy drugiego dnia.

Naprawdę się trochę bałem. Czułem jego moc, a jednocześnie było to naprawdę przerażające i cudowne uczucie.

Naszym następnym przystankiem po wodospadzie Detifoss była kąpiel. Pamiętasz tę małą dziurę w ziemi z gorącą wodą, o której mówiłem? Coś w tym rodzaju, ale bardziej cywilizowanego. Jak znacznie bardziej cywilizowany. I znacznie większy.

Miejsce znajduje się w pobliżu jeziora Myvatn i nazywa się Myvatn Nature Baths. Utrzymanie ciała w czystości było dla nas dość trudne, ponieważ dużo pracowaliśmy w ubraniach i spaliśmy w obozach, więc wydawało się, że możliwość wzięcia prysznica i kąpieli w gorącej kąpieli przez kilka godzin jak niebo. I tak naprawdę było.

Nie zrobiłem żadnych normalnych zdjęć z wanny, ponieważ bałem się całkowicie zniszczyć mój telefon, więc oto ten, który znalazłem w Internecie:

Woda tutaj płynie z gorącego strumienia i nie jest specjalnie podgrzewana. W niektórych miejscach było tak cholernie gorąco, że nie można było tam stać. Ponadto kolor wody był super niebieski ze względu na wysoki procent zawartości siarki w środku.

To była wspaniała przygoda być gorącą kąpielą, podczas gdy na zewnątrz jest bardzo silny wiatr i bardzo zimno. Zdecydowanie trzeba odwiedzić to miejsce.

Następnego dnia naszym pierwszym przystankiem była jaskinia. To było całkiem miłe, wiele osób było naprawdę zainteresowanych, ponieważ powiedzieli, że została tam nakręcona scena z Game of Thrones. Ale nie widziałem żadnych odcinków, więc dla mnie była to tylko piękna jaskinia.

Po wizycie w jaskini dotarliśmy do całkiem nieoczekiwanego miejsca - czułem się trochę jak na innej planecie. Chcesz wiedzieć dlaczego?

To było ogromne pustynne pole z mnóstwem dziur w ziemi i wydobywającą się z niego parą. Szczerze mówiąc, to naprawdę wydawało się inną planetą. Było też inne uczucie. Zapach. Zapach zepsutych jajek. Wynika to z dużego procentu siarki w tej parze. Tak więc było to trochę niemożliwe, aby być tam dłużej niż 5 minut. Ale zdecydowanie warto odwiedzić.

Następnym przystankiem było jezioro w kraterze wulkanu o nazwie Viti. I znowu dużo siarki, więc kolor wody jest nierealny. Patrz, bez filtrów.

Nawiasem mówiąc, od początku podróży wstawiałem pinezkę w każdym miejscu, w którym byliśmy, w mojej aplikacji do map. W tym momencie wyglądało to trochę tak:

Zapamiętaj mnie kilka akapitów temu, mówiąc coś w stylu „To było naprawdę uczucie innej planety”. Zapomnij o tym. Następne miejsce było zdecydowanie numerem jeden pod względem całkowitego oszalenia umysłu i teleportacji mnie na inną planetę.

To miejsce nazywa się Krafla i jest to ogromna kraina w pełni pokryta lawą. Spróbuj zidentyfikować osoby na poniższych zdjęciach.

Sama powierzchnia ziemi była znowu tak interesująca i trochę przerażająca, szczególnie gdy próbujesz sobie wyobrazić, że kilkaset lat temu wybuchła wulkan, który całkowicie zabił wielu ludzi i zwierzęta.

Obiecałem również kilku znajomym i mojej rodzinie, że przyniosę ze sobą trochę lawy, więc po prostu wyłamałem trochę lawy z ziemi i zabrałem ze sobą około 15 małych kawałków.

Obawiałem się, że ochrona lotniska nie pozwoli mi zabrać ich ze sobą, ale postanowiłem przynajmniej spróbować.

Włożyłem je do bagażu i na szczęście nie było żadnych pytań i wątpliwości ze strony strażników na lotnisku, więc wszystko poszło dobrze, a moi przyjaciele i rodzina otrzymali prawdziwe islandzkie pamiątki.

Jak już powiedziałem, na ziemi jest zamarznięta lawa i istnieje niebezpieczeństwo, że z łatwością spadnie ona pod twoim ciężarem. Musisz więc uważać, wędrując tam. W drodze powrotnej widzieliśmy karetkę, która jechała przez pole, wygląda na to, że ktoś nie był tak ostrożny.

Przypuszczam, że masz pytanie: jak, kurwa, samochód może przejechać przez pole lawy? Mam odpowiedź: spójrz na zdjęcie tej karetki.

Czy nadal masz jakieś pytania?

Naszym następnym przystankiem był wodospad, naprawdę nie chcę o tym dużo rozmawiać, ale był świetny, szczególnie kolor wody.

Tej nocy spędziliśmy w wynajętym domu, było całkiem fajnie i wyglądało bardzo staromodnie. Zauważyłem jeszcze jedną ciekawą rzecz dotyczącą Islandii: mają one dość staromodne wnętrze. Naprawdę nie wiem, jaki jest powód, ale 3 z 3 wynajmowanych przez nas domów były w tym stylu.

Jeszcze jedną rzeczą na Islandii, o której zapomniałem wspomnieć, jest dużo owiec. Są wszędzie. Dosłownie wszędzie. Poza tym wszędzie jest też mnóstwo owiec

Następna noc była ostatnią, którą spędziliśmy w obozie, więc to miejsce naprawdę musiało być bardziej niż wyjątkowe. I było wyjątkowe.

Ostatnią noc obozową spędziliśmy w tym malowniczym miejscu pod stertą kamieni lawy z widokiem na jezioro, było po prostu niesamowite. Próbowaliśmy nawet wybrać się na szybką wędrówkę, ale nie wyszło to dobrze, ponieważ wszędzie jest woda.

Byliśmy już pod koniec naszej podróży, zostało jeszcze tylko kilka miejsc przed powrotem do Reykjaviku.

Jednym z tych miejsc była najlepiej fotografowana góra w całym kraju. Nazywa się Kirkjufell i ma bardzo interesującą formę. Jak trójkąt. Podejrzewam, że widziałeś to wcześniej w Internecie i na początku tego artykułu.

Wygląda dość interesująco, ale moim zdaniem nie zasługuje na to, aby być najczęściej fotografowanym. Ale zdjęcia wyglądają świetnie. Tak czy inaczej.

To był już ostatni wieczór podróży i mamy już jechać do Reykjaviku, ale przypadkowo postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno miejsce. To jest wodospad. Tak, wszystko zaczęło się od wodospadów i musiało też zakończyć się wodospadem.

Wodospad nazywa się Glymur i, jak się później dowiedzieliśmy, jest najwyższym wodospadem na Islandii. Zasadniczo nic nie wiedzieliśmy o tym miejscu. Był to szlak z tabliczką z napisem „2,5-kilometrowa wędrówka, może być niebezpieczna, bądź bezpieczny”.

Pomyślałem: „tylko 2,5 km, to proste, kilka dni temu przejechaliśmy około 15 km. Nie potrzebuję nawet patyczków do śledzenia ”. Na szczęście moja dziewczyna wzięła parę.

Pierwsza połowa szlaku była dość łatwa, tylko płaska droga, nic ciekawego. Dopóki nie dotarliśmy do rzeki. Jak się dowiedzieliśmy w tym momencie, aby dostać się do wodospadu, musisz przepłynąć rzekę. Ale nie ma mostu. Tylko dziennik. Właśnie zdjęliśmy buty i przepłynęliśmy rzekę nad pniem. To była super zabawa. I super zimno.

Po przekroczeniu rzeki płaska droga zniknęła i zaczęliśmy iść prosto na górę. Po około 10 minutach zobaczyliśmy kanion i usłyszeliśmy wodospad, ale było zbyt mgliście, żeby go zobaczyć.

Nie poddaliśmy się i poszliśmy dalej. Po kolejnych 10 minutach dotarliśmy do miejsca, w którym było całkowicie mgliście. Naprawdę.

Wiedzieliśmy jednak, że wodospad jest bardzo blisko nas z powodu głośnego dźwięku, więc po 5-minutowej przerwie kontynuowaliśmy wspinanie się. Jeszcze jeden poziom - super mglisty. Jeszcze jeden poziom - wciąż bardzo mglisty. A potem doszliśmy do sedna. Mogliśmy zobaczyć wodospad.

Postanowiliśmy nie zatrzymywać się tam i iść dalej, ponad mgłę. Widok był szalony. Byliśmy ponad mgłą.

To był najpiękniejszy widok, jaki widziałem w życiu. Zdecydowanie. Bez wątpienia.

Po powrocie do samochodu pojechaliśmy prosto do Reykjaviku. Była już noc, kiedy przyjechaliśmy, ale nie chcieliśmy spędzić ostatniej nocy w mieście tylko na spanie. To był także piątek wieczorem, więc postanowiliśmy wziąć prysznic, zjeść późną kolację i wybrać się na nocny spacer, aby poznać życie nocne miasta 130 000 osób.

Ale najpierw pozwól, że opowiem ci trochę o domu, w którym mieszkaliśmy. Pamiętasz, jak powiedziałem, że domy na Islandii mają staromodne wnętrza? Ciekawsze jest to, że wszystkie rzeczy techniczne były też stare. Coś rzadkiego. Zobacz, co znaleźliśmy w naszym pokoju.

To stary iMac + klawiatura Apple + mysz Apple. Ma 13 lat, możesz sobie wyobrazić? To było naprawdę fajne. I działało to w pełni, udało mi się nawet otworzyć skrzynkę odbiorczą.

Po prysznicu i obiedzie pojechaliśmy do miasta. Było całkiem fajnie, jak powiedziałem, tam nie jest naprawdę ciemno w nocy, więc czułem się bardziej jak wieczór niż 2 nad ranem.

A kościół, kościół wyglądał naprawdę niesamowicie w nocy.

Następny dzień był ostatnim dniem w mieście i ostatnim dniem całej podróży, więc wędrujemy po Reykjaviku, bez celu, po prostu bawiąc się i próbując różnych potraw, od bułeczek po kebab.

Udało nam się nawet dostać do kościoła. To było super proste i super piękne wnętrze. Bardzo mi się tam podobało.

Jak zakończyć idealną podróż? Oczywiście przy filiżance kawy. Tak, znów dotarliśmy do kawiarni na Haiti, było jak zwykle wspaniale.

To była 12-dniowa przygoda, ponad 50 odwiedzonych zabytków, 3574 zdjęć i 224 filmy. Chłopaki, nie wiem jak zakończyć ten artykuł. Nie jestem pewien, czy ktoś poza mną dotrze do końca. Ale jeśli to zrobiłeś - dziękuję.

Aby zakończyć swoje doświadczenie i ukończyć je - oto film, który jeden z członków naszej grupy nakręcił podczas podróży. Po prostu świetnie. Do zobaczenia następnym razem w innym kraju!